sobota, 26 lipca 2014

Pozdrowienie zmarłych.

Rin zdjął swoje ciemne okulary, które nosił już z przyzwyczajenia. Teraz jego czarne, przydługie kosmyki włosów spływały mu na twarz. Rozejrzał się wokół nieprzytomnie. Wkońcu dopiero się obudził, nie pamiętając gdzie się znajduje. Może wywoływanie duchów z przyjaciółmi i piwo nie powinny iść ze sobą w parze?
W każdym razie.. Gdy się spotkali było ich troje.
Rin leniwie przetarł oczy. Rozejrzał się po piwnicy, w której się ocknął. Jednak nikogo tam nie było. Miał teraz przed sobą jedynie pustą planszę do przywoływania martwych istot. Czy może.. Nie. Ona nie była do końca pusta. Widniały na niej znaki. Chłopak przysunął się do niej i obejrzał ją dokładnie. Przecież teraz to była jego jedyna wskazówka..
-Tak. To jest to.. Ku*wa. - Rin zaczął mówić do siebie, jak to miał w zwyczaju, w trudnych sytuacjach, lecz przerwał mu głośny pisk.
Jakby opona przy gwałtownym hamowaniu. Czy może drapanie o tablicę.. Dźwięk o takim natężeniu, że aż bolały uszy.
Zniesmaczony, lecz i zaciekawiony chłopak, podniósł się powoli z ziemi. Coś go tam "ciągnęło".. Jakby owładnęła nim jakaś siła.
Chwiejnym krokiem podążył ku schodom prowadzącym w górę, na których końcu widniały wielkie drewniane drzwi. Im bardziej się do nich zbliżał, tym mocniej odpływał. Czuł zimno.. Lecz było ono bardzo przyjemne. Delikatnie muskało jego twarz, w pewnym momencie aż przestał słyszeć te przeraźliwe piski dochodzące z zewnątrz.
Kiwając się na lewo, potem na prawo, parę razy obijając o ścianę, wreszcie doszedł do drzwi. Nacisnął klamkę.
Drzwi się otworzyły. W tym samym momencie, Rin zszokowany widokiem upuścił uprzednio zabraną tablicę.
Przed oczami chłopaka była głęboka ciemność. Tak gęsta, wydawała się nie do przejścia. Jakby z każdym kolejnym krokiem utonięcie w czerni było coraz bliższe. Nawet pojedyncze gwiazdy na niebie nie dawały potrzebnego światła.
Rin cofnął się tak, by światło z piwnicy padało na niego. Opróżnił kieszenie. Znalazł tam dokładnie to czego szukał.. Mały scyzoryk, telefon, gumę do żucia i kapsel po piwie. Co prawda dwa ostatnie znaleziska nie były zbyt ważne..
Chłopak na wszelki wypadek chwycił w dłoń nożyk, a w drugą telefon, z włączoną aplikacją "latarka", by móc coś dostrzec w mroku.
Ruszył prosto w nieprzeniknioną czerń. Światłem jedynie niemalże ją rozpraszał. Instynktownie podążył w kierunku narastającego dźwięku, lecz im bardziej oddalał się od rzekomej "piwnicy", czuł coraz większy niepokój.
Droga dłużyła mu się.. Wydawała nie mieć końca. A była to zwykła dróżka wydeptana w trawie na tyle, że rośliny już bardzo nielicznie na niej rosły. Wokół szum pojedynczych drzew nadawał pewnien urok temu miejscu, mimo tego, że w tym momencie były prawie niewidoczne.
Rin postanowił usiąść pod jednym z drzew. Poniekąd nigdzie mu się nie spieszyło. Był typem człowieka, który nie lubi się 'przemęczać'.
Wtem dostrzegł w oddali niewielkie światło. Chłopak, ze względów ostrożności, wyłączył 'latarkę' i niemal bezszelestnie przesunął się za drzewo. Stamtąd spoglądał na punkt, który widocznie zbliżał się. Po chwili dało się usłyszeć kroki. A były one delikatne. Stawiane z ostrożnością dzikiego zwierzęcia czającego się na swą ofiarę.
Rin wyjrzał zza drzewa.
Nagle światło ewidentnie zostało skierowane w jego stronę. Starał się usunąć z pola widzenia 'tego', choć wiedział, że to bezskuteczne. Słyszał powolne kroki, które przyspieszały, a wraz z nimi serce chłopaka zaczęło walić niemiłosiernie. Zamknął oczy, starał się wyciszyć, wiedział, że przez ten mrok ucieczka była by bezcelowa.
-Co będzie, to będzie.. - szepnął sam do siebie. Wtem poczuł na ramionach ciepło i.. łzy? Tak, to był szloch. Rin otworzył powoli oczy. Ujrzał bląd włosy na swoich ramionach.
Odetchnął.. A była to jego przyjaciółka Yuki, która właśnie obejmowała go.
-Yuki.. Yuki! - chłopak potrząsnął dziewczyną, by się opanowała. Spojrzał w jej ledwo widoczne zielone oczy - Gdzie jest Tino? - Rin powiedział już spokojniej.
- O..on jest.. On.. - Yuki podniosła drżącą dłoń i wskazała na jedno z drzew w oddali.
- Tam jest? No żeby dziewczynę samą puścić przez las.. Cały Tino. - Rin uśmiechnął się mimowolnie, aczkolwiek ironicznie. - Chodź Yuki, wstajemy.. - Chłopak zaczął powoli się podnosić, ale wtem jasnowłosa przycisnęła go do ziemi, zatykając mu usta palcem, jak gdyby ostrzegając, aby był cicho.
Po chwili zaczęła mówić - Um.. Bo widzisz.. Ym.. Rin.. -Hm? -mruknął zniecierpliwiony.
- No więc Tino.. On.. Nie żyje. - Rin znieruchomiał. Dziewczyna wtuliła się w niego i cicho szlochając ciągnęła opowieść. - O.. Obudziłam się w jakieś piwnicy.. Tu niedaleko.. Kiedy wychodziłam T.. Tino zaczął biec do mnie.. Na początku się ucieszyłam, ale on.. On.. On był jakiś inny. Biegł do mnie z nożem w ręku, jakoś dziwnie, nienaturalnie wymachując rękami.. J.. Jeszcze te jego oczy.. - Yuki zacisnęła powieki - no więc bałam się i rzuciłam swoim nożem.. Tino się nie odsunął.. Ale nie, to nie mógł być ten sam Tino. Nie. Na pewno nie ten, który z nożyczkami boi się biec.
Nie wiem co to było.. Ale tego już nie ma.. - nastała chwila ciszy, w której Rin rozmyślał nad całą wypowiedzią koleżanki.
- Boże, co ja zrobiłam.. - Yuki nagle ocknęła się...
(...)

// Ciąg dalszy, innym razem. c:
Feli ♦

wtorek, 1 lipca 2014

Patrz sercem ~Wiersz

Patrz sercem.

Ty widzisz wodę.
A ja nowy świat..
Tajemniczy, nieznany..
Lecz cudny, urokliwy.

Ty widzisz odbicie.
A ja lustrzankę tego,
Co prawdziwe.
Inną rzeczywistość.

Ty widzisz chlupot ryb.
A ja zbite lustro,
Zagłuszoną charmonię..
Strach.

Ty widzisz.
A ja czuję..
Marzę..
Odpływam.

Ty nadal uważasz, że jesteśmy tacy sami.
A ja..

~ Feli

Wstęp

witamy uroczych gości, 
w zwykłej szarej rzeczywistości.  
Chcemy ją trochę ubarwić poprzez opowiadania i wiersze własnego autorstwa.
 Jeśli chcecie zobaczyć jak nam to idzie, zapraszamy do czytania.. 
~Feli i Lisek